bł. Aniela Salawa

Kontemplatywność w działaniu błogosławionej Anieli Salawy

Kontemplatywność w działaniu to najbardziej charakterystyczny rys duchowości ignacjańskiej. Co wspólnego może mieć z nim błogosławiona krakowska służka z przełomu XIX i XX w.?
Jak pisze o. Grzegorz Ginter SJ:

„Aby prowadzić życie w równowadze pomiędzy kontemplacją a działaniem potrzebujemy zakochać się w Chrystusie, zanurzyć się w Nim całkowicie i poznawać Go. (…)Ta miłość przejawia się w trzech rzeczach, z których żadnego z nich nie może w naszym życiu zabraknąć, jeśli chcemy, by było ono prawdziwie chrześcijańskie:
- życie liturgiczne i sakramentalne w Kościele (…)
- czas spędzony na osobistej modlitwie w ciszy, osobisty dialog z Bogiem (…)
- życie oddane innym (aktywne czynienie dobra) – które nie jest jakimkolwiek działaniem, lecz na wzór Chrystusa, który całkowicie wydał się dla nas i za nas.”


Błogosławiona Aniela Salawa więcej miała wspólnego z duchowością franciszkańską (w 1912 r. przystąpiła do Tercjarek Zakonu Św. Franciszka) niż ignacjańską, poza tym, że od 1900r. była aktywnym członkiem Stowarzyszenia Sług Katolickich im. Św. Zyty i korzystała z kierownictwa duchowego Księży Jezuitów (na przemian z Redemtorystami i innymi księżmi).
A jednak swoim życiem dała najwyższe heroiczne świadectwo życia Eucharystią, modlitwy kontemplacyjnej sięgającej stanów mistycznych i aktywnego oddania się innym przez życie służącej i dobrowolne ofiary za innych, życie bez zabezpieczeń, bez własności, prowadzące do całkowitego wyniszczenia.

 

Początek

Aniela Salawa urodziła się w Sieprawiu pod Krakowem 9 września 1881 r. jako jedenaste dziecko wędrownego kowala Bartłomieja Salawy i Ewy z Bochenków. Dzieciństwo Anieli upływało w skromnych materialnie warunkach, pracowicie, w atmosferze tradycyjnej, choć nieco przez matkę pogłębianej religijności. Przez dwa lata chodziła do nieobowiązkowej szkoły, uczyła się katechizmu i przystąpiła do I Komunii Świętej. Mając 16 lat, w ślad za starszymi siostrami powędrowała do Krakowa, aby podjąć poleconą jej przez siostrę Teresę służbę. W drugim roku pobytu w Krakowie Aniela przeżyła śmierć swej siostry-opiekunki. Gdy w czasie choroby odwiedzała ją w szpitalu, wiele rozmawiały na tematy religijne. Umierająca Teresa, sama bardzo religijna mówiła wówczas Anieli: Ty pracujesz dla siebie, nie dla Boga. To doświadczenie odmieniło Anielę. Zapragnęła życia w kontemplacji Karmelu, ale karmelitanki odmówiły jej przyjęcia. Podobnie urszulanki (brak zdrowia i posagu). Tuż przed śmiercią chciała choć kilka dni przeżyć w klasztorze –znów jej odmówiono. Jej powołaniem było życie świeckie. Dla młodej dziewczyny bez wykształcenia i konkretnych umiejętności, oprócz małżeństwa i zakonu, służba była wtedy jedynym sposobem na uczciwe życie. Aniela wybrała go więc z konieczności, ale z czasem status służącej stał się dla niej szczególnym sposobem zjednoczenia z Chrystusem - Sługą. Dochodziła do tego stopniowo. Brak czasu na modlitwę stał się dla niej przynagleniem, by tej modlitwie poświęcić czas pracy. Służba pomagała jej czynić dobro innym: dzielić się własnym posiłkiem, szkolić inne młode służące, utrzymywać, gdy straciły pracę. Trudni pracodawcy byli dla niej okazją do ćwiczenia się w cnocie pokory, posłuszeństwa, wybaczenia.
 

Praca i służba

Na początku wielokrotnie zmieniała pracodawców (zawsze za ich zgodą, bo służącej nie wolno było wówczas opuścić „Państwa” z własnej woli . Zmiany te nie były kaprysem, ale wyrazem roztropnej decyzji, gdy warunki służby zagrażały jej niewinności, uniemożliwiały praktyki religijne, czy po prostu były ponad siły młodej dziewczyny. W kwietniu 1900 r. wstąpiła do założonego przez Jezuitów Stowarzyszenia św. Zyty tzw. „Zytek”, które zapewniało ochronę przed wyzyskiem, pożyczki w okresach bez pracy, opiekę lekarską, a nawet własny szpital. Prowadziło też kursy np. kucharskie, nabożeństwa, rekolekcje, bibliotekę. Jeszcze w tym samym roku, po ukończeniu osiemnastu lat, złożyła ślub czystości. Wyraził na to zgodę jej spowiednik, jezuita o. Stanisław Mieloch. Wraz z tym ślubem podjęła nieodwołalną decyzję o pozostaniu na zawsze służącą. Wstawała codziennie zazwyczaj o 5.30, by rozpocząć dzień Eucharystią, od 1903 r. codziennie przyjmowała Jezusa w Komunii Św. Wśród trudu posługiwania starała się codziennie wykroić godzinę na adorację, czasem na drogę krzyżową. Każdą wolną chwilę poświęcała na lekturę duchową, wychodząc na zakupy, odmawiała różaniec. Dzień kończyła pacierzem mocno po północy. Kiedy tylko mogła oddawała cześć Chrystusowi Eucharystycznemu, nawiedzając szczególnie te kościoły, gdzie brakowało wiernych na czuwaniu i adoracji. Oddając się stanom mistycznej jedności z Bogiem, Aniela nigdy nie zaniedbywała tradycyjnej modlitwy, rekolekcji, nauk stanowych. Regularnie korzystała ze spowiedzi i kierownictwa duchowego.

Najdłużej służyła w domu małżeństwa Fisherów. Przyjaźń z dwudziestokilkuletnią Panią Fisher otworzyła Anieli pole do ewangelizacji jej rodziny i domowników. Niestety po 6 latach jej młoda Pani zmarła na tyfus. Zajęta jej pogrzebem nie mogła uczestniczyć w pogrzebie swej matki (ojciec zmarł w roku 1906). Po śmierci Marii została jako służąca u wdowca, ale gdy wytknęła mu niemoralne pożycie z inną kobietą została przez konkubinę oskarżona o kradzież i w końcu wyrzucona ze służby; z jednym kuferkiem znalazła się bez dachu nad głową. Skorzystała z pomocy sióstr i „Zytek”, ponownie podejmowała służbę, ale na krótko, bo choroby dokuczały jej coraz bardziej. W okresie I wojny światowej Kraków zapełnił się rannymi i jeńcami. Aniela wykorzystywała wszystkie wolne chwile, aby pielęgnować rannych i wspomagać jeńców zarówno materialnie, jak i duchowo. Gdy zabrakło jej własnych środków żebrała u innych. Pod koniec wojny, za namową spowiednika, zaczęła prowadzić dziennik, w którym pisała o swoich przeżyciach mistycznych, o znoszonych cierpieniach, o szczególnych łaskach, jakimi obdarzał ją Bóg. Był to początek najtrudniejszego okresu jej życia. Bóg doświadczając Anielę, nie skąpił jej Swojej Obecności, a ona trwałą w tej Obecności w skupieniu i milczeniu, a często po Komunii także w modlitewnej ekstazie.

Ciężka choroba

W tym samym czasie jej stan zdrowia pogorszył się tak dalece, że przestała pracować, a ostatnie 5 lat życia spędziła w różnych wynajmowanych pokojach, by na koniec zamieszkać w małej suterenie ul. Radziwiłłowskiej 20. Od młodości dokuczała jej przepuklina, potem zachorowała na stwardnienie rozsiane, raka żołądka i gruźlicę. Nieuleczalnych chorób nabawiła się, przyjmując je dobrowolnym aktem zastępczym za osoby, które nie umiały ich z miłością znosić. Krzyż ten przyjmowany za bliźnich był najwyższym aktem jej służby. Wszystkie choroby uważała za dar Jezusa, zwłaszcza gdy do cierpień fizycznych dołączyły się duchowe, w ostatnich miesiącach brakowało jej nawet Komunii Świętej. W tym okresie była utrzymywana z datków dobrych ludzi i Stowarzyszenia. Towarzyszyło jej kilka przyjaciółek, a posługę duchową pełnili Redemptoryści i Jezuici. To z inspiracji Jezuity O. Kotowicza, który był wówczas kuratorem „Zytek” trafiła 8 marca do szpitala Stowarzyszenia, gdzie zmarła 12 marca 1922 r.
Miesiąc przed śmiercią 8 lutego, w obecności i z inspiracji jezuity O. Maciątka złożyła akt ofiarowania się Bogu w intencji niepodległej Ojczyzny: „Ofiaruję Ci przez Ręce Niepokalanej Matki Twej, Królowej Polski, św. Józefa i Świętych Twoich wszystkie chwile mojego życia, wszystkie boleści i cierpienia, szczególnie straszne palenie w gardle i języku. Ofiaruję Ci resztę życia, życie i śmierć w sprawie tak wielkiej, jaka ma się z Twojej woli wykazać ku czci i chwale w Polsce najpierw, a przez Polskę wśród wielkiego świata…”
Tak dopełniło się jej oddane innym, pełne służby i miłości życie.

Beatyfikacja

Przemówienie powitalne metropolity krakowskiego, ks. kardynała Franciszka Macharskiego podczas beatyfikacji na krakowskim Rynku 13.08.1991: (fragment)


„Umiłowany Ojcze Święty! (...)
Oczekiwana beatyfikacja Anieli Salawy w czasie Mszy św. na Rynku krakowskim wpisuje się wspaniale w krajobraz naszego życia. Potrzeba nam światła, żeby się przejaśniły nasze drogi, które bywają szare, zwyczajne i uciążliwe także w wolności. W stulecie encykliki „Rerum novarum” prosta dziewczyna, kobieta ze wsi na służbie u ludzi, ale i u Boga, potrafi nam zaświadczyć o mądrości i miłości Chrystusa ukrzyżowanego i zawstydzić nas. Powie nam wszystkim, po co i jak naprawdę warto żyć. (...) „

Fragment z homilii Jana Pawła II wygłoszonej podczas Mszy św. beatyfikacyjnej 13.08.1991 r.

„(...) Podążając na to spotkanie młodzieży, zatrzymuję się w Krakowie wśród moich Rodaków. Ileż tutaj ludzkich dzieł i ludzkich serc świadczy przez pokolenia o tym Bożym, Chrystusowym dziedzictwie! Ileż ja sam temu świadectwu zawdzięczam. Niech nie ustaje wśród murów starego i nowego Krakowa, zawsze królewskiego, niech nie ustaje radość Ducha Świętego, którą są umysły i serca wrażliwe na jego Boskie świadectwo!
I dlatego też wielką jest moja radość, że mogłem w dniu dzisiejszym dokonać w Krakowie beatyfikacji Anieli Salawy. Ta córka ludu polskiego, urodzona w niedalekim Sieprawiu, znaczną część swego życia związała z Krakowem. To miasto było środowiskiem jej pracy, jej cierpienia, jej dojrzewania w świętości. Związana z duchowością Świętego Franciszka z Asyżu, okazywała niezwykłą wrażliwość na działanie Ducha Świętego. (...) Kiedy kończyłaś swoje życie, przeżywaliśmy początek II Rzeczypospolitej. Gdy Cię dzisiaj wynosimy na ołtarze – na prastarym Rynku Krakowskim – znajdujemy się na początku III Rzeczypospolitej.
Polecamy cię błogosławiona Anielo, polecamy tym wszystkim świętym, błogosławionym, tym wielkim duchom, królom – Duchom naszego Narodu, polecamy tę III Rzeczpospolitą, ażeby sprostała. Prosimy cię, tak jak mówiłem na dwusetną rocznicę Konstytucji 3 Maja w katedrze św. Jana w Warszawie: Naucz nas być wolnymi!”


Opracowanie własne na podstawie książki „Z nadmiaru miłości” s.Jadwigi Stubińskiej OSB, ATK 1987 oraz strony Rzymskokatolickiej Parafii Księży Misjonarzy św. Wincentego a Paulo w Krakowie pw. Bł. Anieli Salawy
Małgorzata Suwaj